Stanisława Staszica 1, 22-400 Zamość
+48 84 627 09 44, zamosc.fra@franciszkanie.pl
O CUDACH ZA ŻYCIA SŁUGI BOŻEGO RAFAŁA
Wskrzeszenie nieżywo przychodzącego na świat dziecięcia.
Katarzyna z Słubickich żona Franciszka Ręcińskiego, drugiego ślubu Kobyłecka, dziedziczka w si Koźle, Łowczyni Oświęcimska, będąc przy nadziei, porodziła dziecię płci żeńskiej nieżywe. Akuszerka usiłując przyw rócić płód nieżywy do życia, używała wszelkich sposobów, których jej tylko umiejętność nastręczała, lecz to w szystko próżnem się okazało. Mąż Katarzyny woła na ratunek X. K apelana Rafała Chylińskiego, we dworze mieszkającego, który przebudziwszy się (działo to się późno w nocy) padł na kolana i gorąco się modlił, powtórnie na pomoc wołany, nieprzestawał się łzami zalany modlić, za trzeciem dopiero wołaniem, wstawszy od modlitwy, przybył do pokoju chorej i dziecięcia nieżywego; cieszy zasmuconą matkę i stroskanego ojca, mówiąc, że dziecię żyć będzie, i pyta się jak mu ma być imię, żądając zarazem i wody do chrztu, ojciec oświadcza, ażeby imię dziecięciu było Felicyana. Rafał Chyliński zaś, niewiadomo z jakich powodów, chrzcąc dziecię, nadał mu imię Anna, które w trakcie chrztu płakać zaczęło i zdrowe było z podziwieniem wszystkich obecnych temu szczególnemu zdarzeniu. Rodzice uznali to za cud przez Rafała Chylińskiego za pomocą Boga zdziałany, i takowy odmalować kazali, którego to cudu obrazy dotąd się we dworze wsi Koźle znajdują. Vol. II, od karty 227 do 239, § 2, 3, 4, 5, 7, 10, 12, 14, 16, 17, 19, 20 i następne do § 37.
Uleczenie cierpiącej niewiasty.
Domicella pierwszego ślubu Gientkowska, drugiego zaś Bratoszewska z Łęczyckiego, czternaście mil od Łagiewnik mieszkająca, cierpiąc bardzo wiele na wrzód na lewej nodze z dobrej woli uformowany, a do tego gdy się i inne słabości przyłączyły, tak dalece, że ani mówić już nie mogła, a lekarze zewsząd sprowadzeni dopomódz jej nie mogli; mąż jej Gientkowski sprowadził nareszcie sławnego doktora Grekowicza z miasta Inowrocławia. Ten zwątpiwszy, po wyczerpaniu wszelkich zasobów swej umiejętności, oddalając się od chorej oświadczył, że tu ratunku żadnego niema, że śmierć niechybna nastąpi.
Cierpiąca spojrzawszy na obraz ś. Antoniego nad nią wiszący, uczyniła ślub udania się do Łagiewnik, skoroby jej lepiej było. Jakoż od tego momentu opuszczonej przez doktorów, zaczęło być coraz lepiej, nareszcie wymogła na mężu prośbami, że jej zezwolił na podróż. W przeciągu dwóch tygodni ujechała mil 14 i szczęśliwie stanęła w Łagiewnikach; po odprawieniu swego nabożeństwa, o ile jej stan zdrowia dozwolił, powróciła do domu zajezdnego, i obiadu dla niej przygotowanego ani skosztowała. Niewiedząc zkąd przyszedł jej szczególny apetyt na mięso cielęce, pyta się więc gospodarza o takowe, a skoro jej dał odmowną odpowiedź, że w całej wsi mięsa cielęcego niedostanie, oto nadspodzianie wszystkich, przybywa nieproszony i nigdy niewidziany przez Bratoszewską Rafał Chyliński, ofiarując jej z wielką pokorą żądane mięso, którego cokolwiek zjadłszy, uczuła się być zdrowszą. Prosi więc gościa, jako kapłana pobożnego, ażeby modlitwy nad choremi zwykle odmawiane i nad nią odmówił, co też Rafał Chyliński chętnie uczynił, kazawszy przytomnym poklęknąć i gorąco się modlić. Po skończonych modlitwach pani Bratoszewska sama z łóżka wstała i do domu zdrowa zupełnie odjechała. (Vol. II, karta 228, § 4. 14 11 158 Karta 229, § 6. Karta 230, § 8. Karta 231, § 11 i 12. Karta 2 3 2 , § 18. Karta 2 3 5 , 236 i 237, § 26. Karta 237, § 28. Karta 239, § 33. Karta 242, § 39.
Prócz tych, wiele jeszcze cudów sługa Boży Rafał za życia u Boga swą modlitwą wyjednał, które dla skrócenia tu opuszczamy. Po śmierci zaś swojej bliżej już będąc Tronu Najwyższego, ile dobrego świadczył ludziom na ziemi, niepodobna opowiedzieć; obaczymy niektóre tylko cuda które w czasie Kommissyi Apostolskiej zeznane i zaprzysiężone zostały.
Zeznanie o uzdrowieniu Jana Zygmunta z Staniszewic Staniszewskiego, Sędziego Ziemskiego Warszawskiego, przez małżonkę jego dnia 9 czerwca roku 1773 w Warszawie uczynione i do protokółu na Kommissyi w Łagiewnikach przyjęte. Początek choroby męża mojego był taki – jako zeznaje – sam w miejscach tychże samych to jest po wyjeździe z Warszawy do Wilanowa, ztamtąd do Jeziorny, potem do Pilicy własnych dóbr swoich, gdzie złożony chorobą niebezpieczną i zdesperowaną, o czem niżej, miał staraniem mojem sprowadzonego z Warszawy doktora Kiclmera i felczera Felicyana Nowickiego z Góry, doświadczonych w swojej sztuce, tych lekarstwa i pomoc gdy nieskutkowała, pytałam się o przyczynę i rodzaj choroby, upewnił mnie doktor wyżej wspomniony, teraz już zmarły, (ma się rozumieć w czasie kommissyi) że to był wrzód na wątrobie, który za przepęknieniem swojem, ostrością materyi w nim zawartej, miał sprawić gangrenę, oprócz tego, tenże doktor Xiężom tam przytomnym, to jest JX. Paradowskiemu, Kanonikowi Inflantckiemu, Proboszczowi Wareckiemu i Ostrołęckiemu, jako i innym przyjaciołom naszym mówił tajemnie przedemną, iż wkrótce po trzech szczkawkach, z których jedna po drugiej wpół godziny następować miała, miało nastąpić i skonanie, dla czego tenże doktor radził wspomnionemu wyżej JX. Kanonikowi Proboszczowi naszemu, aby mnie odprowadzili od męża, wkrótce konać mającego. Mówił tenże doktor, aby po skonaniu męża mojego, ciało gdzie wynieść na miejsce osobne, do ukrycia przed oczyma mojemi. Ja o term wtenczas niewiedząc, o czem mi potem mówiono, widząc jednak wielkie niebezpieczeństwo życia męża mojego, w żalu wielkim, w którym mi aż do mdłości przychodziło, tak dalece, iż mnie po kilkakroć w osobnym pokoju, rozmaitemi lekarstwy trzeźwiono; poczem zawołana do mego męża, gdy mi zaczął czynić dyspozycye, co i jak miałam uczynić po jego śmierci, żegnając mnie, że już i sam przeczuwał bliskie zejście swoje z tego świata, niepamiętam w onym żalu ciężkim i pomięszaniu, kto mi dał obrazek Wielebnego sługi Boskiego Rafała Chylińskiego, ten ja pokazując swojemu mężowi, mówiłam do niego te słowa: Miej ufność w tym słudze Bożym, ponieważ w jego ręce poleciłam zdrowie twoje i przypiąwszy ten obrazek do pawilonu, poszłam do kaplicy, przy dworze naszym zostającej, gdzie uklęknąwszy, uczyniłam taki ślub, że gdyby za przyczyną sługi Bożego Rafała, mąż mój ozdrowiał, stawię go w Łagiewnikach piechotą. W czem przyszła szczkawka pierwsza, przepowiedziana od doktora, przyszła potem i druga, trzecia gdy nadchodzić miała, odszedł doktor z felczerem, xięży zostawiwszy, mnie bardziej ratując w mdłościach, niż męża mojego, którego opuścili, jako nieuleczonego. Zasnął po drugiej szczkawce mąż mój i pocił się niezwyczajnie, tak, iż się zdawał xiężom przytomnym, konający. Wtem nagle podniósłszy się swoją mocą, której niemiał przedtem, bo z miejsca na miejsce musiał być przenoszony, wyszedł z łóżka, siadł na krześle przy tem że będącem i mówił, aby mnie wołano do niego. JX. Kanonik Proboszcz przyszedł z tem poselstwem do mnie, któremu wierzyć niechciałam, rozumiejąc, iż to dla mojej pociechy mówi, mniemając, że mąż mój już umarł. Lecz gdy mnie upewnił, iż wcale zdrowszy jest i wstał o swojej mocy, poszłam i znalazłam, tak jak mi powiadał. Mąż zaś mój, gdy mnie zobaczył, mówił te słowa: „Nie bój się, będę ja zdrów, widziałem trzy osoby we śnie, z których jedna mnie upewniła o zdrowiu i wstać mi kazała, tym czasem dajcie mi koszulę i łóżko prześcielcie; ” powiadał potem widzenie swoje we śnie, tak jak o sam zeznaje, iż były trzy osoby jemu nieznajome, i tłumaczył, iż to był ś. Erazm i Jan Nepomucen, lecz trzeciego nie znał, a ten mu mówił: Nie bój się będziesz zdrów i w stań. Od tej godziny zaczął się mieć lepiej, tak dalece, iż we dwie niedziele do Warszawy pojechał i sądy kapturowe podczas Interregnum , jako Vicemarszałek, sądził. W kilka miesięcy, to jest 25 lipca 1764 r. resolwowana od mojego spowiednika JX. ś. p. Michała Chalkiewicza, Exprowincyała i drugiego JX. Kajusa Jaroszyńskiego, Kaznodziei Franciszkanów, puściłam się w drogę z mężem moim do Łagiewnik, już nie pieszo, według ich resolucyi, ale pojazdem; dojeżdżając jednak do miejsca, gdyśmy zobaczyli kościół z daleka, doszliśmy pieszo; tegoż sam ego dnia, za wielkiem uproszeniem , byliśmy puszczeni do grobu zakonnego, gdzie leżało wiele ciał zmarłych, między niemi ciało sługi Bożego na piasku pod schodami na które od nikogo nie pokazane, gdy wejrzał mąż mój, zaraz do mnie mówić zaczął: „Ten jest, którego widziałem, który mi mówił: nie bój się, będziesz zdrów, w stań.” Wyszedłszy z grobu, toż sam o mąż mój powiadał zakonnikom, iż go poznał i uznał za tego, którego widział we śnie. Nazajutrz na podziękowanie Panu Bogu, odprawiwszy oboje spowiedź i świętą kommunią przyjąwszy, daliśmy pas perski bogaty za wotum i znowu ciekawości i ukontentowaniu naszemu chcąc dosyć uczynić, z wielkiem uprzykrzeniem ledwieśmy uprosili, iż nas wpuszczono do tegoż grobu, i za przymusem dostaliśmy kawałek podszewki od habitu Jego, czego nam broniono. Odtąd mamy nabożeństwo osobliwsze do tego sługi Bożego, gdyż sława świątobliwości jego i cudów rozeszła się po całem królestwie, tak zeznaje rzetelnie, obowiązując się, gdy mi Bóg zdrowia i życia pozwoli, to wszystko sądownie zeznać i przysięgą stwierdzić, jako i to, co przypomnieć sobie będę mogła. Teraz zaś przy świadkach przytomnych ręką własną i pieczęcią przytwierdzam. Działo się w Warszawie dnia, miesiąca, roku jak wyżej.
Katarzyna z Łączkowskich Staniszewska,
Sędzina Ziemska Warszawska, ręką własną.
Supra scriptae relationi praesens interfui, ego Joannes Wędrychowski Canonicus Varsaviensis, Curatus in Vola, Publicus S. Authoritate Apostolica Notarius S. R. M. Secretarius ideo me infidem praemissorum subscripsi rogatus et requisitus m.p.
Praemissae Relationi etiam praesens interfui ego Stanislaus Piątkiewicz Publicus S. Authoritate Apostolica Notarius rogatus et requisitus m.p.
Łukasz Przytulski Ławnik miasta Nowej Warszawy, świadek przytomny temu zeznaniu m.p.
Łukasz Wolski Gminny miasta Nowej Warszawy, świadek przytomny temu zeznaniu m. p. (Vol. II, karta 334, § 79, 80, 81, 82, 83, 84 i 85.
O ugaszeniu pożaru.
Przypadkowym ogniem zajęła się Nowa-wieś, własnością Macieja Boruckiego będąca. Włościanie przekonani o różnych cudach sługi Bożego Rafała Chylińskiego, łącznie z dziedzicem, upadłszy na kolana przy cmentarzu kościoła miejscowego, serdecznie wzywali pomocy i ratunku sługi Bożego, ażeby ich w nieszczęśliwem zdarzeniu nie opuszczał. W czasie ich modłów ogień zwolniał, domostwo jedno w perzynę obrócone, reszta wsi ocaloną została. Przytomni przypisali to zdarzenie przyczynieniu się sługi Bożego Rafała, albowiem niezajmując się ratunkiem, sam ogień zagasł. (Vol. II karta 299, 300, 301, 3 0 2 , 3 1 0 , 3 1 3 , § 1, 5, 7, 11, 1 4 , 17, 34, 39 i 40.
Uzdrowienie oczów.
Anna żona Piotra Kolasy z Łagiewnik, przez półtora roku cierpiąc niezmiernie na oczy, a lekarstwa wszelkie używane, gdy stały się nieskutecznemi, zupełnie ociemniała w końcu. Ciemnota ta trwała przez sześć tygodni złączona z wielkiem rznięciem, i wszyscy sądzili ją być już nie uleczoną. Kolasowa udaje się do sługi Bożego w modlitwach. Pewnej nocy czuje mocne i dotkliwe przyciśnienie oczu, wskutek czego cały dom przebudziła jękliwym krzykiem. Domownicy powstawszy spiesznie i o przyczynę tak gwałtownego krzyku pytając jej się, ona na to odpowiada, że we śnie okazał jej się sługa Boży Rafał, i swemi rękami tak mocno jej oczy przycisnął, iż z boleści krzyczeć musiała. Skoro zrobiono ogień, i obejrzano chorej oczy, spostrzegli wiele nieczystości z tychże stromieniem płynącej; tymczasem chora zaraz przejrzała i wzrok odzyskawszy zdrową została. (Vol. II, karta 302, 303 i 304, § 19, 20 i 22.
Uzdrowienie chorego.
Podobnież uzdrowienie chorego.
Maciej Wądrowski zeznał pod przysięgą, że przed kilku laty na probostwie Ozorkowa mieszkając, przy reparacyi zabudowań plebańskich, robotnikom przy zaciąganiu budulcu pomagając, podźwigał się i tak dalece zapadł na zdrowiu, że był już bliski zakończenia życia, w skutek czego, proboszcz przywołany, zaopatrzywszy go świętemi Sakramentami: gdy chory zasnął (co się działo w dzień) przez sen widzi pewnego Franciszkana z stółą koloru czerwonego, te słowa do niego mówiącego: Udaj się do Pana Zastępów przez zasługi Rafała Chylińskiego, a zdrów będziesz; przebudzony pyta się Xiędza Proboszcza Tuszyńskiego z Moldny przy nim będącego o owego Franciszkana, z którym rozmawiał. Xiądz odpowiada, że ani widziano, ani też słyszano, teraz o tym wspomnionym franciszkanie, z czego wnioskował sobie chory, że nie kto inny był tym franciszkanem, tylko sługa Boży Rafał, którego opiece polecił się; postanowił więc odwiedzić grób Rafała Chylińskiego, co też w dniu trzecim po zaszłem zdarzeniu już zupełnie zdrowy wykonał. (Vol. II, karta 311, § 37.
Uzdrowienie chorego.
Także uzdrowienie chorego.
Jan Sikorski zeznał pod przysięgą, w czasie agitującej się kommissyi w Łagiewnikach, celem zbadania wszelkich cudów po śmierci Rafała Chylińskiego zaszłych, że we wsi Biała, w bliskości tychże Łagiewnik będącej, pewny młodzian, z imienia Piotr, ubogich rodziców, zapadł w chorobę tak gwałtownie, że był już za konającego uważany. Rodzice w biednym stanie zostający, nie byli w możności wystarania się ani o lekarstwo stosowne, ani też o lekarza. Nie pozostało biednym ludziom nic więcej, jak tylko udać się w dobrej wierze do Boga przez zasługi sługi Bożego. Ofiarują więc schorzałego i bliskiego śmierci syna, Rafałowi Chylińskiemu. Okazało się, że trzeciego dnia po uczynionym ślubie przez rodziców, ich syn chory, teraz do zdrowia przychodzący, wraz z niemi i Sikorskim przybyli do grobu sługi Bożego na podziękowanie za otrzymane łaski. (Vol. II, karta 313, § 41 i 42).
Zeznanie o wskrzeszeniu i uzdrowieniu dziecięcia.
Roku 1772, przy końcu miesiąca sierpnia, w wsi Brożyczka, dziedzicznej Wesella Starosty Golubskiego, dziecię któremu imię było Jan, półtora roku mające, przy piersiach, chorowało niebezpiecznie przez tygodni cztery, i dalej ostatnich dni choroby, tak się wzmagała gorączka, że już wszelka pomoc stała się bezskuteczna. W dzień piątkowy toż dziecię od rana zaczęło konać, matka jednak tegoż, imieniem Magdalena, żona Franciszka Kołodziejczyka, nosiła konające dziecię na ręku płacząc i wyrzekając nad nim, w tym nadeszli sąsiedzi i radzili jej, aby dziecię położyła na prostej słomie (opinia to jest wieśniaków że tym sposobem prędzej skonać miało), co też stroskana uczyniła matka, położyła dziecię na słomie, nakryła prześcieradłem, które aż późno w noc bez najmniejszego znaku życia leżało z zupełnemi oznakami śmierci, o czem wszyscy przekonani byli. W wieczór ojciec dziecięcia wyżej wspomniony, przyszedłszy do domu, widząc dziecię tak położone, mówił żonie swojej, aby toż włożyła w pościel, czego matka uczynić nie chciała, mówiąc, że już umarło; do tego bała się trupa, ośmielona jednak włożyła go w pościel. Lecz to wszystko nie pomogło, gdyż dziecię, jak przedtem, ani znaku życia nie dawało, i prawdziwie było trupem, umarłym; gdy wśród płaczu i boleści matka ofiarowała dziecię słudze Bożemu Rafałowi i sam a znękana cierpieniami zasnęła, aż oto po północy nadspodzianie dziecię zaczęło wołać, matka obudzona zaświeciwszy w izbie, nie śmiała przystąpić i dać piersi owemu dziecięciu, lecz z daleka zstrzykała mu w usta pokarm, widząc zaś, że takowy przyjmuje i połyka, dała mu ssać piersi jak należy, i dziecię od tej godziny, tak zdrowem było, jakby nigdy nie chorowało. Sąsiedzi to widzący uznali za cud i uznają za prawdziwe wskrzeszenie umarłego. Matka zaś przyznaje to przyczynie słudze Bożego Rafała, do którego ofiarowała toż dziecię, widząc je niebezpieczne, czyniąc ślub iż wraz z tymże uda się do Łagiewnik nawiedzić grób Jego, i dać na mszą świętą, co wykonała zaraz w następującą niedzielę. (Vol. II, karta 301, § 13).
Zeznanie Wiktoryi z Szatkowskich Klichówskiej, Komornikówej Grodu Łęczyckiego dnia 7 lipca 1773 roku.
Syn mój Marcin będąc w piątym roku, tak mu łuszczka lewe oko zepsuła, że na toż nic wcale nie widział, wszelkie lekarstwa domowe nietylko że nie pomagały, ale owszem, coraz bardziej pogorszało się, bo oko całe błonką zaszło i zapuchło, tak dalece, że już nic wcale nie widział. Ja mając ufność w słudze Bożym Rafale, prosto pojechałam do Łagiewnik, życząc sobie grób nawiedzić tegoż sługi Bożego. Jakoż gdym przybyła do Łagiewnik, wielu ichmościów widzieli tę ślepotę na oko syna mojego, i twierdzili, że nie może być niczem wyleczona. Za pozwoleniem tedy JX. Gwardyana weszłam do grobu, gdzie ciało sługi Bożego leży, i kazałam temuż synkowi memu Marcinowi o nogę sługi Bożego oko potrzeć, ten pocierając aż do rąk, zawadził powieką o palec sługi Bożego, tak, że mu się aż powieka trochę do góry wzniosła. Potem poklęknąwszy zmówiliśmy po trzy pacierze na honor Trójcy Przenajświętszej i z grobu zaraz wyszliśmy. Usiadłam tedy w kościele w ławce, aż ów synek mój, który na ziemi siedział przy mnie, mówi mi: Mamo, a ja widzę na to oko; rzekłam do niego: jeżeli widzisz, to możesz trafić do tego miejsca, z któregośmy wyszli, i zawiązawszy mu oko zdrowe chustką, kazałam iść mówiąc, trafże do tego miejsca z któregośmy wyszli. Jakoż poszedł zaraz i trafił, a do dziś dnia na toż oko zdrów jest. Podziękowawszy Panu Bogu za tę łaskę, którą przez przyczynę sługi Bożego Rafała odebrałam, odjechałam do domu. (Vol. II, k. 305, § 26 i 27).
O uzdrowieniu pracowitego Jana Sztelmaszka ze wsi Maszkowice dóbr dziedzicznych Franciszka Łobudzińskiego w Województwie Łęczyckim dnia 17 października 1773 roku zeznanie.
Ja Jan Sztelmaszek mający Jat blisko 40, w roku 1771 niespodzianie zachorowałem był na żołądek i głowę, tak bardzo, że z wielkiej choroby i bólu aż do okropnej maligny, z szaleństwem równającej się, przyszedłem, i w tej chorobie leżałam tydzień jeden; pierwej jeszcze, niżeli zupełna niemoc pozbawiła mnie całej przytomności umysłu, poleciłem się opiece sługi Bożego Rafała, następnie puszczono mi krew z ręki, poczem choroba moja jeszcze się bardziej pogorszyła do tego stopnia, że już ani ludzi rozpoznać nie mogłem, do tego mowę utraciłem; po opuszczeniu mnie maligny, czując, że choć mówić nie mogę, mam zdrowy umysł, myślą przeto chociaż nie usty, wzywałem pomocy tegoż sługi Bożego. A wtem pokazała mi osoba tak wielkiej jasności, że aż od niej łona biła (czyli to wówczas był dzień albo noc, tego nie mogłem rozeznać) i taż osoba podała mi kartę do czytania, na której od początku użycia rozumu mojego, wszystkie spisane widziałem grzechy, a lubo czytać i pisać jako wieśniak nie umiałem nigdy, przecież grzechy moje czytałem wyraźnie, któremi przelękniony, nieśmiałem się przypatrywać owej osobie, ale tylko sercem wzdychałem do sługi Bożego Rafała, przyciskając obraz Najświętszej Panny i Pana Jezusa, który miałem na sobie. Wszyscy rozumieli że już konający jestem i poklęknąwszy z moim panem (Łobudzińskim), wraz z zgromadzonemi ze wsi ludźmi litanią mówili. Trzeciego dnia tej niemocy mojej, JX. Maciej Wątkowski Proboszcz Ożórkowski, któregom sobie przed tą chorobą życzył do wysłuchania mnie spowiedzi, trafunkowo przez wieś naszą przejeżdżał, którego człowiek pewien napotkawszy powiedział mu, jakoby słyszał odemnie, że go życzę sobie mieć swoim spowiednikiem, dodając wszakże, iż już zaniemówiłem, na co Xiądz ów odpowiedział: Pocóź pójdę do niego, kiedy już zaniemówił; jednakże przybył i po zwykłem odmówieniu modlitw nad konającemi, zawołał na mnie: Janie! czyli mnie znasz, mówże do mnie Jezus, Maryja, Józef. Ja w owem wołaniu jak ze snu obudzony, zacząłem przychodzić do zmysłów i z wolna poznawałem Xiędza, i może w godzinę prosiłem, aby mnie słuchał spowiedzi, lecz tego dnia, dla mojej słabości zbytniej, nie mógł dopełnić tego obowiązku, lecz zanocowawszy przy mnie, zaraz nazajutrz słuchał mnie spowiedzi, przed którym wyznałem wszystkie owe grzechy na karcie spisane, które dobrze pamiętałem, a które mi wyżej wspomniona osoba do czytania podała. Po tej spowiedzi podniosłem się sam z łóżka, po izbie przeszedłem się i coraz do lepszego przychodziłem zdrowia, i tu do Łagiewnik przybyłem na podziękowanie temu słudze Bożemu Rafałowi za odzyskane zdrowie i życie. (Vol. II, karta 326 i następne do kart 354).
Zeznanie o uzdrowieniu dziecięcia małżonków Pawła i Weroniki Wasiaków z tejże samej wsi Maszliowic dnia i roku jak wyżej uczynione, które matka przyniosła do Łagiewnik na podziękowanie Panu Bogu i po spowiedzi zeznała.
Lat temu trzy lub więcej, jako mając syna Marcina, jeszcze przy piersi, tak mi w sam dzień Przemienienia Pańskiego niespodzianie zachorował przed południem, że zdał się być prawie konającym. Co my rodzice, Państwo Łobudzcy i ludzie ze wsi widzieli, i za konającego osądzili, niemając nadziei ratowania tego dziecięcia, radzili mi wszyscy, abym je podług zwyczaju na prostą słomę złożyła, jakom uczyniła, i leżało całą noc. Ja jako matka płacząc z żalu, niekiedym tylko dochodziła patrząc na to dziecię, czyli skonało, albo nie. Widząc jednak, że chociaż oczy zamknęło, ma jeszcze nieco tchu, z nadchnienia prawie Boskiego poleciłam go słudze Bożemu Rafałowi protekcyi i na tę intencyą Państwo Łobudzcy zmówili po pięć pacierzy i pięć zdrowaś Maryja, i mnie tyleż odmówić kazali. Ja w takowem utrapieniu będąc, przepomniałam; dopiero nadedniem samym zaglądając do owego dziecięcia, przyszły mi owe pięć pacierzy na pamięć. Padłam więc krzyżem z wielkim płaczem i mocną ufnością do sługi Bożego, i mówiłam owe pacierze, po których ukończeniu, gdy jak świtać zaczęło, jakąś uczułam chęć, abym się do owego dziecięcia zbliżyła, i dała mu piersi, i zbliżywszy się otworzyłam mu usta i włożyłam pierś, zaraz dziecię po matu zaczęło oczy otwierać i ssać, a tak nakarmione do pierwszego przyszło zdrowia. Ten cud nikomu innemu nie przyznaję, tylko słudze Bożemu Rafałowi, który Państw o moje i sąsiedzi przyznają. (Vol. II, karta 329, § 71).
Zeznanie o uzdrowieniu dziecięcia imieniem, Andrzeja rodziców Tomasza i Jadwigi Geranców ze wsi Kotowic, Parafii Gieczyńskiej w Województwie Łęczyckiem d. 5 sierpnia 1772 r.
Syn mój imieniem Andrzej, mający rok czwarty, z dobrej woli zachorował nagle, choroba zaś była taka: w ciągu dni czterech piersi i żołądek jego, tak nagle się zaklęsły, iż prawie zdawały się jakoby przyrosły do pleców, nadto oznaki śmiertelności rzuciły się ustami, co widząc j a ojciec, że syn mój już jest bez zmysłów, konający i prawie umarły, przypomniałem sobie sługę Bożego Rafała, który łaskami słynie w Łagiewnikach, padłem krzyżem na ziemię, a mając mocną ufność wołałem: święty Rafale, proszę Cię w term nieszczęściu mojem i syna mego, abym Twego cudu doznał; nie wyszło trzech godzin, co go wszyscy za umarłego mieli, aliści dziecię wstało, chodziło, jadło, piło i z innemi dziećmi bawiło się, piersi zaś co były do grzbietu jak deska prawie przyrosłe, w jednej chwili do naturalnego powróciły stanu, bez żadnych lekarstw i pomocy ludzkiej, prócz wezwania pomocy sługi Bożego, tu więc przybyłem na podziękowanie Panu Bogu za przyczynę sługi Jego Rafała. (Vol. II, karta 336, § 72 i 73).
Zeznanie Jana Byszewskiego o wyzdrowieniu z febry Tercianny.
W roku teraźniejszym to jest 1773, po Wielkiej nocy na febrę Tercyannę tak zapadłem, że przez niedziel dwie w wielkiej gorączce i malignie leżałem, nie jedząc nic przez dni kilka, i prawie bez zmysłów, tak ciężką chorobą złożony, obligowałem żonę moją, aby mi kapłana do usprawiedliwienia się Bogu na drogę wieczności, a przyjaciół i świadków do uczynienia testamentu sprowadziła. Żona moja widząc takie niebezpieczeństwo zdrowia mojego, ofiarowała mnie słudze Bożemu w Łagiewnikach, obiecując przytem, że gdy ozdrowieje, drogę piechotą odprawię, jakoż w skutku stało się tak, że za przyczyną tegoż sługi Bożego ozdrowiałem a na podziękowanie Bogu przez Jego przyczynę, przybyłem mil ośm z dóbr moich Piasek w Województwie Sieradzkiem w Powiecie Szatkowskim leżących z żoną i ludźmi, odprawiłem spowiedź sakramentalną i wotywę zakupiłem. (Vol. II, karta 352, § 86).
O wskrzeszeniu umarłych dzieci zeznanie.
Teodor i Maryanna Dalewscy, z miasteczka Kiecko, mieli syna Józefa pół roku życia swego liczącego, a Ewa zaś Laskowika wdowa, siostra Maryanny Dalewskiej, miała syna Ignacego, dziewięć lat mającego, które to dzieci były wesołe i zdrowe. W dzień ś. Jana Ewangelisty, raptem wspomnione dzieci zachorowały i pomarły, przez pięć godzin martwe zostawały. Matki zasmucone tym wypadkiem z porady odwiedzających zwłoki zmarłych, jęły się cucenia martwych swych dzieci, i czyniły to wszystko, co im tylko radzono, lecz te przedsięwzięcia, okazały się w końcu bezskutecznemi. Teodor, żona i siostra jej udają się w modlitwach padłszy na kolana, do sługi Bożego Rafała, prosząc o pokazanie cudu na w mowie będących zmarłych dzieciach, przywracając ich do życia, ślubując zarazem odbycia pielgrzymki do grobu Rafała Chylińskiego. Gdy nieprzestawali w swych modłach prosić sługi Bożego, aż oto dziecię Ewy, Ignacy, powstaje i przechodzi się po stancyi i mówi: Mamo! ja byłem umarły, gdzie się zaś obracałem nie wiem. Wkrótce powraca do życia i drugie dziecię Józef, śmiejąc się do matki, będąc zupełnie zdrowe. (Vol. II, karta 313, 320 do 3 2 5 , § 2 2 , 23, 24 i 25. § 43, 51, 5 5 , 56, 57, 58, 59, 61, 62, 66).
Taż sama Ewa Laskowska będąc przy nadziei, a lękając się ciężkiego połogu, miewała szczególne swe nabożeństwo do sługi Bożego, prosząc o łatwe rozwiązanie w swoim czasie. Trzy tygodnie przed rozwiązaniem, pewnej nocy ukazuje jej się we śnie franciszkan, te do niej mówiący słowa: Nie troszcz się, porodzisz szczęśliwie syna, nie umrzesz, porodzisz bez bólu. To widzenie Ewa zaraz oświadczyła mężowi skoro się przebudziła, zresztą wyszło jej to z pamięci, niezaniedbując jednakże swego nabożeństwa. Gdy atoli czas rozwiązania zbliżły się a Laskowska nieznośne bóle cierpi i bliską śmierci się już uważała, przypomina sobie widzenie wspomnione. Chora i cierpiąca udaje się do sługi Bożego w modlitwach myślą, i wtem zasypia. Spiąć rodzi się szczęśliwie dziecię bez wiedzy matki, które później ochrzczone, nadano mu imię Ignacy; tenże sam, mając już lat dziewięć, jak wyżej, umiera, i za przyczyną Rafała Chylińskiego wskrzeszonym zostaje. (Vol. II, od karty 321 do 325, § 52, 56, 58, 62 i 67).
Katarzyna Franciszkowa mając syna Dominika lat 15 wieku swego, udała się z nim do młyna wsi Mirosławie, i gdy tam w stancyi z młynarzem Wojciechem rozmawiała, tymczasem jej syn bawił się przy kołach młyńskich, i niewiadomo jakim sposobem, przez też koła młyńskie porwany został, wtem młyn sam się zatrzymał, na co młynarz wyszedłszy w myśli zbadania przyczyny, znalazł młodzieńca pod kołem i takowego przy pomocy ludzi wydobył, lecz już bez życia. Twarz miał w tył wykręconą, półbrodek złamany, ramie lewe wykręcone, aż kości na wierzch wyszły, a ciało w czterech miejscach przedziurawione. Matka zdesperowana, wezwała gorąco sługi Bożego o pomoc i ratunek dla syna swego, syn przyszedł do siebie i zupełnie wyzdrowiał, które to wyzdrowienie Franciszkowa Rafałowi Chylińskiemu przypisała i to zeznała. (Vol. II, karta 314, 331 i 334, § 45, 75, 78).
Małgorzata Szymonowa z Łagiewnik, zeznała pod przysięgą co następuje: Cierpiała niezmiernie na ból głowy, i to przez długi czasu przeciąg, tak dalece, że ją już na śmierć dysponowano, wszelkie lekarstwa używane, stały się bezskutecznemu Niewiedziała innego sposobu przyjścia do zdrowia, jak tylko spuścić się zupełnie na wolą Boga. Udaje się więc przez zasługi sługi Bożego Rafała do Pana Zastępów, i skoro rozpoczęła nabożeństwo i ślub uczyniwszy, że po przyjściu do zdrowia odwiedzi grób tegoż sługi Bożego, zdrową została. Będąc przy nadziei porodziła dziecię nieżywe, akuszerki lubo biegłe w swej sztuce, i pomimo wszelkich usiłowań nie zdołały przywrócić do życia dziecięcia, tymczasem nieszszęśliwa matka uczyniła ślub odwiedzenia grobu Rafała w Łagiewnikach, a ojciec padłszy na kolana wzywał pomocy sługi Bożego. W czasie modłów ojca, dziecię oddychać zaczyna i zupełnie przyszło do siebie i zdrowe było. (Vol. II, karta 324, i 325, § 63, 64 i 65.
Marcin i Elżbieta małżonkowie, Ustępnik ze wsi Wola, mieli córkę imieniem Katarzynę w 18 miesiącach życia, która przypadkiem bawiąc się po za domem wpadła w pełen rów wody i utonęła. Rodzice niewidząc dziecięcia, troskliwie szukają go i po długim czasie szukania, znaleźli utonione dziecię. Wydobyte z wody usiłowali przywrócić do życia, a wyczerpawszy wszelkie sposoby ratunku bezskutecznego, udają się do sługi Bożego cudami słynącego w modlitwach, żebrząc Jego pomocy, wzywając ratunku, i gdy się tak modlą, dziecię przyszło do życia, zdrowe było i chowało się. (Vol. II, k. 332 i 333, § 76 i 77).
Walenty i Wiktorya z Szatkowskich małżonkowie Klichowscy, mieli dwóch synów Antoniego i Marcina. Antoni przez mocne wstrząśnienie, pozbawionym został mowy, a następnie i chodzić nie mógł, tak dalece, że go nosić potrzeba było. Rodzice pogrążeni w smutku, gdy wszelkie lekarstwa używane zamiast pomagać, te szkodziły, uczynili ślub odwiedzić grób sługi Bożego, co też niebawnie do skutku doprowadzili. Przybywszy do Łagiewnik i udawszy się do wsponmionego grobu, po odbyciu i odprawieniu swych modłów, syn ich Antoni do grobu wniesiony, wraz z niemi o swojej mocy wyszedł; nie długo potem mówi tenże do matki: Mamo, ja pójdę w to miejsce, zkąd wyszliśmy; a gdy otrzymał zezwalającą odpowiedź, udał się zaraz wprost do grobu i tak w momencie Klichowscy doznali cudu za przyczyną Rafała Chylińskiego, że ich syn i mowę odzyskał i na nogi ozdrowiał. (Vol. II, karta 305, 306, § 27 i 28).
Powyższe cuda uczynione przez Rafała i prócz tych wiele innych roztrząsane były na Kommissyi Apostolskiej w Łagiewnikach i przysięgą świadków stwierdzane. Zaś wiele się znajduje w Aktach Klasztoru Łagiewnickiego, które dla wielości sprawdzane i rozbierane nie były przez delegowanych, a których treść w krótkości przedstawimy. między innemi: Franciszek Rychłowski Kasztelan Szpicimirski, zeznał pod dniem 11 lipca 1773 r., iż przed dziesięciu laty mieszkając w Bełchatowie w swoich dobrach, w jesieni został sparaliżowanym przez połowę ciała prawej strony, zostając bez wszelkiej władzy, i gdy nic nie pomagały lekarstwa, uczynił ślub odwiedzenia grobu sługi Bożego Rafała i zaraz zupełnie wyzdrowiał.
Wawrzeniec Mastyańczyk ze wsi Bogdańsczowa, zeznał dnia 2 lipca 1773 r., iż będąc przez dziewięć tygodni słabym z oberwania, utraciwszy w końcu mowę po puszczeniu krwi z ręki w wigilią Wszystkich Świętych wieczorem, gdy się wszyscy rozeszli, a matka jego zasnęła, zapalił się sam ogień na kominku, weszło dwóch zakonników jeden młodszy, a drugi starszy, z których jeden do niego rzekł: Niekłopocz się, tylko się udaj do sługi Bożego Rafała w Łagiewnikach, a będziesz zdrów; jak tylko wyszli, uczynił przedsięwzięcie zadosyć uczynić poleceniu i natychmiast ozdrowiał.
Michał Wilkanowski ze wsi Rybia dziedzic, dnia 20 maja 1766 roku zeznał, iż Jan Kotliński i Joanna córka z Leśniewskich chorując, po udaniu się z modlitwami do sługi Bożego Rafała uzdrowieni zostali.
Maryanna Nitecka, ze wsi Powodów, chorując na gardło, Kazimierz Borowski w Kruszycach, który dwa razy nogę złamał: i Franciszka z Parzędzic, dnia 4 czerwca 1766 zeznali, iż w swych słabościach za wezwaniem sługi Bożego Rafała odzyskali zdrowie pierwotne.
Piotr Gutowski organista ze wsi Łobudzic w dniu 13 czerwca 1766 r. podał do Akt, iż niebezpiecznie będąc słabym, i od obecnych był uważany za konającego, gdy P. Męcińska, modląc się za niego, jako konającego, wezwała pomocy i opieki sługi Bożego Rafała i obrazek tegoż położyła mu na piersiach, odzyskał mowę i sił nabrawszy, bez wszelkiej pomocy ludzkiej wyzdrowiał.
We wsi Sokoł w Parafii Górskiej, Franciszka i Barbary rodziców służących we dworze, córeczka chodząc ponadwodą pomiędzy końmi, uderzona od jednego z nich nogą, zabitą została na śmierć. Niewiasty piorąc bieliznę, starały się zabite dziecko do życia przywrócić, lecz daremne były usiłowania, a przyszedłszy matka dziecięcia, z boleścią i ufnością prawdziwą w Boga, wzywając przyczynienia się sługi Bożego, umarłe dziecię ożyło; zeznanie to uczyniły niewiasty po spowiedzi dnia 16 czerwca 1766 roku, które w imieniu rodziców w niemożności będących, odwiedzając sługi Bożego grób zadosyć ich ślubowi uczyniły.
Franciszka z Parzędzic, dnia 4 czerwca 1766 zeznali, iż w swych słabościach za wezwaniem sługi Bożego Rafała odzyskali zdrowie pierwotne.
Józef Nestorowicz rządca wsi Przatow a, własną ręką napisał do Akt dnia 6 grudnia 1766, że trzykroć niebezpiecznie chorując, był dysponowany przez kapłanów z Szadku, uczynił ślub na spowiedzi, iż odwiedzi grób sługi Bożego Rafała; wyzdrowiawszy zapomniał zadosyć uczynić postanowieniu, gdy czwartą razą niebezpiecznie zachorował, i lekarstwa nic mu nie pomagały, owszem powiększały boleści, przypomina sobie ślub uczyniony, gdy go ponowił szczerze po czterech tygodniach słabości, za przyczyną sługi Bożego Rafała zdrowie pierwsze odzyskał.
Maryanna z Szydłowskich Stokowska, Chorążyna Łęczycka, dnia 15 stycznia zeznała cudów dwa, pierwszy jako jej syn od konia tak śmiertelnie był raniony, że go nieżywego do domu przyniesiono, za wezwaniem pomocy sługi B ożego, w jednej chwili zdrowy został. Drugi zaś, że raz sama Stokowska, blisko będąc połogu , często wzywała sługi Bożego na ratunek, aby jej wyjednał szczęśliwe rozwiązanie, gdy czas nastąpił, nieczując żadnych bólów porodziła.
Kazimierz Okracki z żoną swoją Maryanną ze wsi Popówka, dnia 28 czerwca 1767 roku zeznał, jako jego żona w wielkich zostając bólach przy porodzeniu z mocną ufnością i wiarą jak tylko wezwała sługi Bożego, szczęśliwie została rozwiązaną.
Dębowski Podsędek Brzesko-Kujawski dnia 25 lipca 1767 r. po spowiedzi podał do Akt, iż żona jego przy połogu będąc niepewna życia, a wezwawszy pomocy sługi Bożego Rafała, szczęśliwie porodziła.
Józef Kwaśniewski z żoną Maryanną z Ułanowskich ze wsi Duranow, po spowiedzi dnia 25 maja 1768 roku zeznali, iż ich dziecię mając półtora roku umarło, gdy już mieli go pochować, z nadchnienia Boskiego udali się do sługi Bożego Rafała w modlitwach o ratunek, z mocną wiarą wzywając go, dziecię ich życie odzyskało.
Marek Lukasiewicz obywatel z Gowarczowa w Sandomierskiem Województwie, zeznał, gdy roku 1767 to miasto gorzało, kościół murowany, ratusz i 24 domów mieszkańców stały się pastwą płomieni, a tegoż Marka dach domu już się tlić zaczynał, on z wielką ufnością gorąco się modlił wzywając obrony od sługi Bożego Rafała, jakoż bez ratunku ludzkiego ogień zgasł i dom z podziwieniem wszystkich, ocalony został od zniszczenia.
Józef i Franciszka Reszak małżonkowie ze wsi Wiewierczyna, dnia 24 czerwca 1768 r. zeznali, jako mając syna na suchoty chorego, gdy mu żadne lakarstwa nie pomagały, będąc bez nadziei życia, ofiarowali go, iż odwiedzi grób sługi Bożego, i wkrótce przyszedł do zupełności ciała i zdrowia.
Konstancya, Franciszka Gurgiewicza żona, dnia 5 lipca 1768 r. do Akt podała, iż przez rok chorując, gdy się ofiarowała w opiekę sługi Bożego, zdrowie odzyskała.
Katarzyna Starczewska panna z Bałut, dnia 25 lipca 1768 r. oznajmiła, że mając boleści nadzwyczajne w sobie, już na śmierć dysponowaną była, za wezwaniem sługi Bożego Rafała wyzdrowiała.
Maciej i Apolonia Brejzów dzierżawca wsi Gajewek, dnia 16 lipca 1770 r. zeznali, iż córeczka ich chorując na wrzód w gardle, od którego boleści na pół umarłą była, gdy rodzice zbudzili w sobie wiarę z płaczem poklęknąwszy modlili się gorąco, wzywając sługi Bożego Rafała opieki, w stało zdrowe dziecię i pokazywało ręką rodzicom, mówiąc: „oto tato, oto tato ;którzy twierdzili, iż się temu dziecięciu sługa Boży ukazał.
Joanna Murzynowska ze wsi Zalesia, dnia 15 lutego 1771 r. oznajmiła, że mając wielkie darcie w nogach, a gdy kilku doktorów sprowadzonych nic swemi lekarstwami nieskutkowali, z rady męża, udała się przez zasługi sługi Bożego Rafała do Boga, a to uczyniwszy ustały zupełnie boleści.
Podobnie Białecka z miasta Koła, będąc przez 17 tygodni słabą na nogi, z namowy X. Kaznodziei Bernardyńskiego, aby się w opiekę oddała słudze Bożemu Rafałowi, ta z ufnością przyłożywszy do piersi obrazek tegoż, zaraz zdrową na nogi została.
Maryanna Kosubucka z Mileszek, pod d. 28 sierpnia 186 1772 zeznała, że ona sama i brat będąc długo i niebezpiecznie słabi, udawszy się do sługi Bożego, odzyskali pierwsze zdrowie.
Z Wierzbienny JP. Słucka dnia 8 września 1772 r. do Akt oznajmiła, iż syn jej już konając, za przyczyną sługi Bożego ozdrowiał.
Podobnie Pstrokońska z Rokicia dnia 13 tegoż miesiąca i roku zeznała, że córka jej Jadwiga będąc konającą, za przyczyną sługi Bożego Rafała odzyskała zdrowie.
Petronella Gutowska Łowczyni Nurska, dnia 10 Grudnia 1772 roku zeznała, iż będąc dwa dni w boleściach największych przy porodzeniu, jak tylko wezwała szczerze sługi Bożego o pomoc, szczęśliwie porodziła.
Podobnież dnia 11 tegoż miesiąca i roku z Piotrkowa Karolina Swidłowska podała, że mając trudne porodzenie, skoro się udała w modlitwie do Boga przez sługę Bożego Rafała, skutek szczęśliwy nastąpił.
Marcin Ordyński cieśla z Łęczycy roku 1773, będąc z oberwania śmiertelnie chory, nie mając żadnej pomocy, wzywał ustawicznie przyczynienia sługi Bożego Rafała, jakoż we śnie mu się objawił i zapewnił, że ozdrowieje, przebudziwszy się, uczuł skutek i trzeciego dnia w stał zdrów.
Z Piekar Maryanna roku 1773 zeznała, że mając córkę bardzo chorą, ta gdy już konała położyła ją na prostej słomie, płacząc że kilka godzin się męczy, prosiła szczerze, aby się przyczynił sługa Boży Rafał za nią do Boga, dla przywrócenia jej życia , wysłuchaną została i córka jej ozdrowiata.
Andrzej Bielecki, rządca wsi Suchodoły dziedzicznej Gumulińskiego Podkomorzego Łęczyckiego, d. 30 maja 1773 r. wyznał, jako żona jego po połogu dostawszy konwulsyi, po dwudziestym pierwszym ataku cierpienia tak mocno zasłabła, że doktor oznajmił, iż żyć nie będzie. Przywołany Xiądz do dyspozycyi toż samo twierdził. Mąż z najżywszą wiarą prosząc Boga, aby przez zasługi Rafała sługi swego, raczył przedłużyć życia jego żonie, chora poczęła do sił przychodzić, a po skończonej modlitwie zupełnie wyzdrowiała.
Teressa Olęcka, lat piętnaście mająca, d. 2 lipca 1773 roku zeznała, że z płaczu utraciła wzrok, będąc przez trzy kwartały niewidomą, lekarstw a używane nie pomagały. Objawił jej się we śnie sługa Boży Rafał i polecił odmawiać siedm pacierzy, po przebudzeniu czyniła zadosyć poleceniu i wzrok odzyskała.
Stanisław Dzierzbicki z Bątkow a, dnia 6 lipca 1773 roku zeznał do Akt, jako przez cztery lat mając nadzwyczajny ból w nogach, nadto przypadkowo wysiadając z powozu, starł skórę na kolanie, a przez nieostrożność rana coraz większą się robiła, naostatek stała się nieuleczoną. Stosownie do zeznania lekarzy, w dała się gangrena, potrzeba było nogę amputować. Gdy dostał obrazka sługi Bożego i gorąco się modlił, okazał mu się we śnie tenże, i skuteczne środki używać rozkazał co czyniąc, nadspodziewanie wszystkich, rana się zagoiła. Tenże Stanisław Dzierzbicki dodał, iż córka jego będąc po całem ciele od wrzodów pokaleczoną, której żadne lekarstwa nic nie pomagały, objawił jej się także sługa Boży Rafał, a podobne środki używać poleciwszy, wkrótce wyzdrowiała.
Andrzej i Anna z Mierzyńskich Mniewscy małżonkowie zeznali, że taż w dniu 16 lutego 1768 roku we wsi Sycewie, przez dni dwa będąc w największych boleściach, nie mogąc porodzić, opuszczoną została od sąsiadek, akuszerka wyczerpawszy środki straciła nadzieję, mąż przytomny wzruszony cierpieniami żony rzewliwie płakał, a z nadchnienia Boskiego udarowany żywą ufnością do sługi Boskiego Rafała, westchnął mówiąc: Ach! sługo Boski Rafale Chyliński, łubom niedoświadczał cudów Twoich, alem słyszał, że wielce u Boga możesz, pokaż teraz cud w ostatniej mojej potrzebie myślą prędzej niżeli słowy to westchnienie czyniąc, szczęśliwe porodzenie nastąpiło.
Maryanna z Maszkowskich Strzałkowska, wyznała dnia 28 maja 1765 r., że córka jej mająca lat pięć zachorowała, po tygodniowej słabości zaczęła konać, mając już usta zsiniałe, ręce, nogi, skronie bez pulsu, słowem już to dziecko strupiało. Co widząc matka udaje się na modlitwę do innego pokoju, z płaczem prawdziwą wiarę mając, mówiła te słowa: Chwalebny Rafale, wszak nad inszemi pokazujesz cuda, pokaż też cud aby chwała Boska pomnażała się i Ty byłeś uważany za świętego; przyszedłszy na powrót, zastała siedzącą córkę i w kilku dniach do zdrowia przyszła.
Tegoż dnia i roku Agnieszka Maszkowska podobny cud zeznała, iż będąc u brata rodzonego, syn jego już konającym był, gdy rodzice jego ofiarowali, iż grób sługi Bożego Rafała odwiedzą, nadzieja ich nieomyliła i wkrótce syn wyzdrowiał.
Anna z Kickich Janicka dnia 15 stycznia 1774 roku podała do Akt, że mając darcie w nogach, słyszała wielu łaskach doznanych przez ludzi uciekających się do sługi Bożego Rafała w Łagiewnikach, udawszy się i ona z mocną ufnością w roku 1762 wkrótce uzdrowioną była. Taż będąc roku następnego przy nadziei, ustawicznie wzywała opieki sługi Bożego, i szczęśliwie porodziła bez wszelkich boleści. Dziecięciu zaś temu wkrótce po urodzeniu zrobiła się krosta na piersiach, i z nieostrożności startą została, rana coraz więcej się formowała, iż doktorzy usiłowali aby operacyą uczynić, matka z litości niedozwoliła. Ofiarowała więc niemowlę, iż z nim grób odwiedzi sługi Bożego Rafała, zwolna rana się zagoiła bez lekarstw ludzkich.
Dalej Janicka zeznała i to, że w roku 1769 mając drugiego syna, po roku życia zachorował, w tej słabości ręce, nogi mu się pokręciły i cały połamanym był, przez lat trzy trwała słabość że chodzić wcale nie mógł, żadne lekarstwa i kąpiele niepomagały, gdy matka uczyniła ślub odwiedzenia grobu sługi Bożego i prawdziwie się modliła, zaczął chodzić i wyzdrowiał.
Marcyanna Grodzka z Głowna, zeznała dnia 13 lipca 1774 r., że chorując przez cały tydzień niebezpiecznie z rady Xiędza brata swego Proboszcza Parafii w tymże mieście po ofiarowaniu się opiece sługi Bożego Rafała, zaraz uzdrowioną była.
Zofia żona Jakóba Patora ze wsi Dobra, zeznała dnia 17 lipca 1774 r.. że porodziwszy bliźnięta, po chrzcie zaraz jedno umarło, drugie imieniem Roch przez dni jedenaście od samego urodzenia, ani płakało ani ssać mogło, widząc matka konające, padła w domu krzyżem przed Panem Jezusem prosząc przez przyczynę i w stawienie się sługi Bożego Rafała, aby życia i zdrowia udzielić raczył jej dziecięciu, postanowiła grób tegoż odwiedzić, po uczynionej intencyi dziecię zaczęło płakać, pierś ssać i zdrowem było.
Powyższe zeznania o cudach sługi Bożego Rafała Chylińskiego odbierane były od osób po spowiedziach, przybyłych do Łagiewnik dla podziękowania Bogu, i uczynienia zadosyć ślubom, a takowe zeznając, przysięgą stwierdzić przyrzekli, które w obecności świadków zapisywane zostały do Akt klasztornych.